____________________________________________________________
Rozdział 6
W późnych
godzinach w piątek udałam się z Antkiem do domu dziecka. Ubraliśmy się
elegancko. Miałam na sobie białą koszulę, spódniczkę a na nogach ciepłe kozaki,
ponieważ temperatura była na minusie. Czułam niemiłe wyrzuty sumienia, choć tak
naprawdę nie wiedziałam dlaczego. Antek wyczuł moje zakłopotanie więc większość
drogi od mojego domu do domu dziecka przemilczeliśmy. Dopiero niedaleko do
którego mieliśmy dotrzeć zaczęliśmy szczerze rozmawiać
-Coś się
stało? Mogę ci jakoś pomóc?- powiedział i spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi
błękitnymi oczami. Od nich nie można było oderwać oczu. Zmusiłam się do tego i
odpowiedziałam.
-Właśnie nie
wiem. Idą święta i każdy powinien się cieszyć ale ja nie mam ochoty.
- Może chodzi
o tą kłótnie z Agnieszką?
- A skąd o
niej wiesz? Mam trochę wyrzuty sumienia. Nie powinnam tak się wobec niej
zachować. Zawsze mówiłam, że szczera rozmowa wszystko wyjaśni, ale jakoś tak
wyszło że wybuchłam.
- Ale z drugiej strony wie już co inni ludzie o
niej myślą. Dużo razy jej to tłumaczyłem jak byliśmy razem, że ma się zmienić.
-Jak to…-
nie zdążyłam skończyć zdania, bo znaleźliśmy się na progu domu dziecka.
-Dokończymy
te rozmowę w drodze powrotnej- powiedział i w tym samym momencie otworzyły się
drzwi do domu budynku. Stanęła w nich starsza kobieta o cerze białej jak mleko
z niemowlakiem na rękach. Od razu zrobiło mi się go żal. Jak rodziny mogą porzucać
takie cudne dziecko.
-Witam was w
domu dziecka panny Marty Konstantynopolskiej. Jestem Konstancja Konstantynopolska
córka pierwszej właścicielki. Jak się domyślam jesteście z pobliskiej szkoły.
Proszę rozbierzcie się.- powiedziała to wykonując gest abyśmy weszli do domu.
Była bardzo miła.
Do tego domu
chciało się wejść z wielką ochotą. Atmosfera była tu rodzinna. Dzieci nie było
więcej niż piętnaście od dzieci leżących jeszcze w kołyskach po młodzież w moim
wieku. Przywitaliśmy się z każdym szkrabem. Pomyślałam wtedy, że dobrze
zrobiłam, że nie wycofałam się z tej propozycji pani Magdy.
-Zaraz
podamy kolacje, ponieważ niektóre dzieci muszą iść spać o godzinie ósmej albo
nawet wcześniej. Zechcielibyście zjeść z nami?
- Nie
dziękujemy…
- Bardzo
chętnie- powiedział Antek przerywając mi w połowie zdania.
-To
wspaniale. Siadajcie.- powiedziała i sama usiadła.
- Kiedyś cię
zabiorę na taką kolacje ze świecami, ale bez bachorków- powiedział, a ja
poczułam się trochę szczęśliwa i trochę urażona. Jak można do małych dzieci
mówić bachorki.
- Dzieci
siadajcie do stołu. Dzisiaj mamy wyjątkową kolacje z dwóch powodów. Pierwszy to,
że odwiedzili nas goście z pobliskiej szkoły, a drugi, że nasz były współlokator
ugotował ją dla nas. Olku chodź do nas- powiedziała i wstała, aby pomoc dojść
małym rozrabiakom do stołu.
Razem z
Antkiem wstałam, żeby pomóc pani Konstancji, gdy zobaczyłam byłego podopiecznego
domu dziecka.
-Cześć Blanka-
powiedział Olek. Mój Olek. Zamurowało mnie. Stałam i patrzyłam się na niego
jakbym mi się przewidziało.
-Oleeeek. Ty
jesteś z domu dziecka?- powiedziałam i miałam wrażenie, że hałas na sali
przycichł.- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Przyjaźnimy się od kilku lat a ty
mnie nie poinformowałeś o tak istotnej rzeczy?- prawie wykrzyczałam i
odwróciłam się do właścicielki domu.- Przepraszam, ale musze na moment wyjść
się przewietrzyć. Na dosłownie parę minut- powiedziałam
Wyszłam
zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć. Oparłam się o brudną i mokrą ścianę
budynku. Czułam jak łzy szczypią mnie w oczach. Było mi strasznie zimno ale nie
przejmowałam się ty w tak okropnym momencie. Nie rozumiałam dlaczego nie
powiedział mi prawdy o samym sobie.
-Hej mała.
Przepraszam cię.- powiedział ubierając kurtkę.
-Nie rozumiem
dlaczego mi nie powiedziałeś. Bałeś się, że komuś powiem? Czy uważałeś, że za
mało się znamy? Nie ufasz mi?
-Nie jasne,
że nie. Bałem się na początku naszej znajomości, że jak się dowiesz, że jestem
adoptowanym dzieckiem to mnie nie zaakceptujesz.- powiedział i podał mi swoją
kurtkę bo zobaczysz, że cała dygocze z zimna.- Weź ubierz bo jest zimno.
-Dziękuje.-
powiedziałam i opatuliłam się mocno jego kurtką. Była trochę za duża, ale za to
bardzo ciepła. Pachniała jego perfumami które bardzo lubiłam.- Nawet gdybyś
nadal był w domu dziecka i tak byśmy się przyjaźnili. Jak długo tu mieszkałeś?
-Jakieś 3
lata. W wieku 3 lat zmarła moja biologiczna matka, a ojciec mnie zostawił. Było
mi strasznie ciężko. Przyznam ci się, że na początku strasznie się buntowałem.
Pani Konstancja pomogła mi się pozbierać i pokazała mi dobrą stronę życia.
Dlatego przychodzę tu i jej pomagam. Ona jest dla mnie jak rodzina, jak babcia.
-Przykro mi
z tego powodu.-powiedziałam trochę zmieszana, bo nie wiedziałam jak się
zachować. Czułam się źle, że się tak uniosłam.
-Hej ludzie!
Co tu robicie? Buzi, buzi?- powiedział Władek, pewnie kolega Olka z domu dziecka.
-Nie!!-
krzyknęliśmy prawie razem
-Rozmawiamy
tylko- powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
-Blanka!-
krzyknął Olek- musimy dokończyć tą rozmowę
Weszliśmy do
budynku. Pachniało żywą choinką i był pełen ciepłej energii, ale w tamtej
chwili wydawał mi się taki odludny i pusty. Usiadłam na swoim miejscu czyli
koło Antka. Zobaczyłam na stole mnóstwo potraw. Olek musiał się przy tym
wszystkim bardzo napracować, a ja nawet nie wiedziałam, że umie gotować.
-Coś się
stało?- spytał się Antek w oczekiwaniu na deser.
-Nie, a
dlaczego miało by się coś stać?- odpowiedziałam
-Wybiegłaś z
domu jak tylko zobaczyłaś Olka i teraz jesteś smutna.
-Nie prawda,
nie jestem smutna. Trochę boli mnie głowa.
Po zjedzeniu
obiadu i pysznego deseru Antek powiedział:
-No to my
się zbieramy. Nie chcemy więcej przeszkadzać, dzieci pewnie muszą już iść
spać.- powiedział Antek, złapał mnie za rękę i pociągnął do drzwi. Dziwiłam się
sobie samej, że nie puściłam tej ręki.
-Dziękujemy
bardzo za odwiedziny i te wspaniałe upominki- powiedziała pani
Konstantynopolska i odprowadziła nas do drzwi.
-Do widzenia
-Do
zobaczenia dzieci.
***
-No to cześć
Antek- powiedziałam i ruszyłam w stronę
domu.
-Poczekaj!-
krzyknął za mną- odprowadzę Cię
-Dziękuje-
powiedziałam szybko-A no właśnie. To powiedz mi czy ty byłeś naprawdę z
Agnieszką?
-Ahh. Byłem,
ale staram się tego nikomu nie mówić. Nieszczęśliwie się zakochałem. Zdradziła
mnie z jakimś licealistą. Minęły już 3 miesiące, ale to nadal boli.
Zrobiło mi
się go strasznie żal. Jak Aga mogła się tak podle zachować. To już szczyt
wszystkiego. Ta dziewczyna chyba nie ma uczuć.
-Ty
biedaku- powiedziałam i podeszłam do niego bliżej aby go pocieszyć- Nie
przejmuj się. Aga nie jest warta twoich łez.
-Nie wiem jak
ja to przeżyje. Za miesiąc są walentynki a ja sam samotny w domu będę-
powiedział i szybko dodał- ale po co ja ci o tym mówię. Przepraszam. Nie chce
ci zawracać głowy moimi problemami.
-Nic się nie
stało- powiedziałam i zatrzymałam się koło domu- to tutaj. Jeżeli będziesz
chciał możesz do mnie napisać lub zadzwonić jak będziesz potrzebował z kimś pogadać i się wyżalić to jestem do
twojej dyspozycji.
swietny jest ten rozdzial!
OdpowiedzUsuńdziękuje bardzo. zapraszam do czytania następnych. jutro 7 :) :*
Usuń