Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że rozdziałów coraz mniej, a ja przez stres w szkole i nie tylko mam blokadę twórczą :( Więc prośba do was. Macie jakiś ciekawy pomysł na jakąś z postaci? Chcielibyście coś zmienić?( np żeby jakaś postać zmieniła się, albo ktoś nowy) Piszcie, a ja postaram się coś z tego wybrać. :)
Następny rozdział będzie jak trochę znajdzie się waszych komentarzy ;)
Teraz miłego czytania iii pozdrawiam :* WASZA AUTORKA :***
__________________________________________________________
Rozdział 32
Dojechaliśmy
do szpitala parę minut po karetce. Zobaczyła tylko Wojtka leżącego na łóżku
szpitalnym jak przewożą go do pokoju o nazwie sala operacyjna. Przestraszyłam
się bardzo
-Przepraszam-
Jacek zaczepił którąś z pielęgniarek- Co się dzieje? Gdzie go zabieracie?
-Jesteście z
rodzinny?- spytała
-Jestem jego
bratem.- odparł i czekał na odpowiedź pielęgniarki
- W czasie
drogi do szpitala wykonaliśmy badania. Okazało się, że pacjent ma krwiaka
wewnętrznoczaszkowego który po takich upadku mógł wywołać straszne konsekwencje
-Jakie
konsekwencje?- spytałam przerażona
- Może
prowadzić do kalectwa, a nawet do śmierci, ale spokojnie lekarze zrobią co w
ich mocy aby pacjent żył. Tylko jak mówiłam może potem poruszać się na wózku, a
nawet gorzej. Przepraszam was dzieci, ale musze pomóc.
-Dobrze
dziękujemy- odparł Jacek- Chodź usiądziemy. Usiadłam na krześle bez głębszego
przemyślenia co robie. Zobaczyłam, że Jacek wysyła do kogoś sms-a. Nie
zastanawiałam się nad tym za długo.
-Blana?
Blana?- usłyszałam głos Jacka
-Tak?
-Dobrze się
czujesz?- spytał choć znam odpowiedź.- Muszę ci coś wyjaśnić.- powiedział i
zaczął mówić zanim zdążyłam coś powiedzieć- Ta sprawa jest dla mnie bardzo
trudna i wstydliwa więc proszę weź to na poważnie.
-Dobrze-
odparłam niepewnie i przysunęłam się do niego.
-Na początek
przepraszam za to wszystko.
-Ale nie
masz za co przepraszać
-Mam i
proszę nie przerywaj mi. Pierwszy raz jak cię Damian za atakował wiedziałem o co chodzi, ale bałem się
przyznać. Jak to powiedzieć? Yyyym… Ja i Damian kiedyś byliśmy razem. Jeszcze
przed tym jak doszłaś do mojej klasy. Dopiero wtedy zrozumiałem, że „wolę”
dziewczyny . Zacząłem się z tobą spotykać, a Damian w tym czasie wyjechał bo
nie mógł znieść rozstania. Wrócił niedawno i nadal myślał, że jestem z tobą.
Dlatego dwukrotnie próbował cię zabić. Nie darowałbym sobie gdyby ci coś się
stało.- tym zdaniem zakończył monolog. Siedziałam jak osłupiona. Dopiero po
chwili się ocknęłam.
-Ale… Jak…
Dobra to dla mnie lekki szok nie powiem- odparłam- Ewa wie?
-Nie i nie
wiem jak jej to powiedzieć. Blana?
-Tak?-
spytałam wyrwana z zamyślenia. Strasznie bałam się o Wojtka
-Nie martw
się tak. Będzie wszystko dobrze. To lekarze z górnej półki. Spotykali się z
gorszymi urazami.- powiedział i przytulił mnie do siebie bo miałam już łzy w
oczach.
-To moja
wina. Wszystko moja. Zostawiłam go, zdradziłam go. A teraz on nawet nie wie co
ja czuje.- mówiłam szlochając. Siedziałam tak w objęciach Jacka. Dla mnie to
nic nie znaczyło dla niego też. Miałam wrażenie że traktuje mnie jak
przyjaciółkę i opiekuje się mną jak dziewczyną swojego brata. To co kiedyś nas
łączyło nie było w ogóle ważne. Jesteśmy z kimś związani, a powrót do siebie
nie wchodził w grę.
Najgorsze
było czekanie.
***
Otworzyłam
oczy. Leżałam na ramieniu Jacka. Usnęłam z przemęczenia. Spojrzałam w górę i
zobaczyłam, że Jacek też przysnął. Wstałam i dopiero sobie uświadomiłam gdzie
jestem i co się dzieje. Spojrzałam na zegarek. Siedzimy już tu 3 godziny i nic
nie wiemy. To straszne. W czasie rozmyśleń zauważyłam, że otworzyły się drzwi
od szpitala. Zobaczyłam dwójkę biegnących osób. Po czasie zrozumiałam, że to
moi przyjaciele.
-Blana
wszystko dobrze? Co się dzieje?- spytała Ewa w strasznej panice
-Operują
go.- powiedziałam. Przytuliły mnie mocno.
-Co tu
robicie?- spytał Jacek przecierając oczy.
-Musieliśmy
tu przyjść. Jesteśmy przyjaciółmi i inaczej się nie dało.- odparł Maciek.
Po chwili
znów drzwi się otworzyły. Tym razem od sali operacyjnej. Jacek oraz ja
zerwaliśmy się szybko z miejsc.
-Panie
doktorze i co z nim?- spytał Jacek patrząc na uśpionego Wojtka. Miał na głowie
opatrunek. Poczułam dłoń Ewy w swojej. Widziała, że się cała trzęsę z nerwów.
-Jesteście z
rodziny?- spytał lekarz i zatrzymał wszystkich. Podeszłam do łóżka. Złapałam
Wojtka za rękę. Wiedziałam, że tego nie poczuł, ale gdzieś w środku miałam taką
nadzieje
-Jestem jego
bratem.- odparł.
-Dobrze to
zapraszam Cię do gabinetu. Niestety przepraszam ale reszcie przyjaciół nie mogę
pomóc
-Może
jeszcze Blanka?- powiedział Jacek, a lekarz spojrzał na mnie.
-Dobrze, ale
robie duży wyjątek.-pewnie się zgłodził widząc łzy w moich oczach.
-Chodź Blana
później pójdziesz do niego.- powiedział Jacek i pociągnął mnie w stronę drzwi
gabinetu.
-Siadajcie
proszę- odparł lekarz widząc jak stoimy w drzwiach.- Wojtka stan poprawia się.
Nie grozi mu już niebezpieczeństwo. Na razie jest w śpiączce, ale to zostało
wywołane ciężkimi przeżyciami i bólem. Mamy nadzieje że za kilka dni się wybudzi.
Mam też złą wiadomość. Wojtek po przebudzeniu może mieć amnezje, albo może nie
mieć czucia w nogach ani rękach. Takie są komplikacje po tak dużym urazie.
-Czy
wyzdrowieje do końca kiedykolwiek?- spytał się Jacek z dużym strachem na
twarzy. Siedziałam tam jak w transie. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść,
usiąść koło łóżka Wojtka i czekać.
Po wyjściu z
pokoju lekarza udałam się nie patrząc za siebie do pokoju w którym leżał
Wojtek. Był nieprzytomny. Usiadłam na
krześle obok łóżka. Zaczęłam płakać.