środa, 5 grudnia 2012

Rozdział 6

Posłuchałam waszych rad i rozbudowałam TROCHĘ akcje, scenerie. Mam nadzieje że się spodoba. 7 rozdział w sobotę :)
____________________________________________________________
Rozdział 6
W późnych godzinach w piątek udałam się z Antkiem do domu dziecka. Ubraliśmy się elegancko. Miałam na sobie białą koszulę, spódniczkę a na nogach ciepłe kozaki, ponieważ temperatura była na minusie. Czułam niemiłe wyrzuty sumienia, choć tak naprawdę nie wiedziałam dlaczego. Antek wyczuł moje zakłopotanie więc większość drogi od mojego domu do domu dziecka przemilczeliśmy. Dopiero niedaleko do którego mieliśmy dotrzeć zaczęliśmy szczerze rozmawiać

­-Coś się stało? Mogę ci jakoś pomóc?- powiedział i spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi błękitnymi oczami. Od nich nie można było oderwać oczu. Zmusiłam się do tego i odpowiedziałam.
-Właśnie nie wiem. Idą święta i każdy powinien się cieszyć ale ja nie mam ochoty.
- Może chodzi o tą kłótnie z Agnieszką?
- A skąd o niej wiesz? Mam trochę wyrzuty sumienia. Nie powinnam tak się wobec niej zachować. Zawsze mówiłam, że szczera rozmowa wszystko wyjaśni, ale jakoś tak wyszło że wybuchłam.
-  Ale z drugiej strony wie już co inni ludzie o niej myślą. Dużo razy jej to tłumaczyłem jak byliśmy razem, że ma się zmienić.
-Jak to…- nie zdążyłam skończyć zdania, bo znaleźliśmy się na progu domu dziecka.
-Dokończymy te rozmowę w drodze powrotnej- powiedział i w tym samym momencie otworzyły się drzwi do domu budynku. Stanęła w nich starsza kobieta o cerze białej jak mleko z niemowlakiem na rękach. Od razu zrobiło mi się go żal. Jak rodziny mogą porzucać takie cudne dziecko.
-Witam was w domu dziecka panny Marty Konstantynopolskiej. Jestem Konstancja Konstantynopolska córka pierwszej właścicielki. Jak się domyślam jesteście z pobliskiej szkoły. Proszę rozbierzcie się.- powiedziała to wykonując gest abyśmy weszli do domu. Była bardzo miła.
Do tego domu chciało się wejść z wielką ochotą. Atmosfera była tu rodzinna. Dzieci nie było więcej niż piętnaście od dzieci leżących jeszcze w kołyskach po młodzież w moim wieku. Przywitaliśmy się z każdym szkrabem. Pomyślałam wtedy, że dobrze zrobiłam, że nie wycofałam się z tej propozycji pani Magdy.
-Zaraz podamy kolacje, ponieważ niektóre dzieci muszą iść spać o godzinie ósmej albo nawet wcześniej. Zechcielibyście zjeść z nami?
- Nie dziękujemy…
- Bardzo chętnie- powiedział Antek przerywając mi w połowie zdania.
-To wspaniale. Siadajcie.- powiedziała i sama usiadła.
- Kiedyś cię zabiorę na taką kolacje ze świecami, ale bez bachorków- powiedział, a ja poczułam się trochę szczęśliwa i trochę urażona. Jak można do małych dzieci mówić bachorki.
- Dzieci siadajcie do stołu. Dzisiaj mamy wyjątkową kolacje z dwóch powodów. Pierwszy to, że odwiedzili nas goście z pobliskiej szkoły, a drugi, że nasz były współlokator ugotował ją dla nas. Olku chodź do nas- powiedziała i wstała, aby pomoc dojść małym rozrabiakom do stołu.
Razem z Antkiem wstałam, żeby pomóc pani Konstancji, gdy zobaczyłam byłego podopiecznego domu dziecka.
-Cześć Blanka- powiedział Olek. Mój Olek. Zamurowało mnie. Stałam i patrzyłam się na niego jakbym mi się przewidziało.
-Oleeeek. Ty jesteś z domu dziecka?- powiedziałam i miałam wrażenie, że hałas na sali przycichł.- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? Przyjaźnimy się od kilku lat a ty mnie nie poinformowałeś o tak istotnej rzeczy?- prawie wykrzyczałam i odwróciłam się do właścicielki domu.- Przepraszam, ale musze na moment wyjść się przewietrzyć. Na dosłownie parę minut- powiedziałam
Wyszłam zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć. Oparłam się o brudną i mokrą ścianę budynku. Czułam jak łzy szczypią mnie w oczach. Było mi strasznie zimno ale nie przejmowałam się ty w tak okropnym momencie. Nie rozumiałam dlaczego nie powiedział mi prawdy o samym sobie.
-Hej mała. Przepraszam cię.- powiedział ubierając kurtkę.
-Nie rozumiem dlaczego mi nie powiedziałeś. Bałeś się, że komuś powiem? Czy uważałeś, że za mało się znamy? Nie ufasz mi?
-Nie jasne, że nie. Bałem się na początku naszej znajomości, że jak się dowiesz, że jestem adoptowanym dzieckiem to mnie nie zaakceptujesz.- powiedział i podał mi swoją kurtkę bo zobaczysz, że cała dygocze z zimna.- Weź ubierz bo jest zimno.
-Dziękuje.- powiedziałam i opatuliłam się mocno jego kurtką. Była trochę za duża, ale za to bardzo ciepła. Pachniała jego perfumami które bardzo lubiłam.- Nawet gdybyś nadal był w domu dziecka i tak byśmy się przyjaźnili. Jak długo tu mieszkałeś?
-Jakieś 3 lata. W wieku 3 lat zmarła moja biologiczna matka, a ojciec mnie zostawił. Było mi strasznie ciężko. Przyznam ci się, że na początku strasznie się buntowałem. Pani Konstancja pomogła mi się pozbierać i pokazała mi dobrą stronę życia. Dlatego przychodzę tu i jej pomagam. Ona jest dla mnie jak rodzina, jak babcia.
-Przykro mi z tego powodu.-powiedziałam trochę zmieszana, bo nie wiedziałam jak się zachować. Czułam się źle, że się tak uniosłam.
-Hej ludzie! Co tu robicie? Buzi, buzi?- powiedział Władek, pewnie kolega Olka z domu dziecka.
-Nie!!- krzyknęliśmy prawie razem
-Rozmawiamy tylko- powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
-Blanka!- krzyknął Olek- musimy dokończyć tą rozmowę
Weszliśmy do budynku. Pachniało żywą choinką i był pełen ciepłej energii, ale w tamtej chwili wydawał mi się taki odludny i pusty. Usiadłam na swoim miejscu czyli koło Antka. Zobaczyłam na stole mnóstwo potraw. Olek musiał się przy tym wszystkim bardzo napracować, a ja nawet nie wiedziałam, że umie gotować.
-Coś się stało?- spytał się Antek w oczekiwaniu na deser.
-Nie, a dlaczego miało by się coś stać?- odpowiedziałam
-Wybiegłaś z domu jak tylko zobaczyłaś Olka i teraz jesteś smutna.
-Nie prawda, nie jestem smutna. Trochę boli mnie głowa.
Po zjedzeniu obiadu i pysznego deseru Antek powiedział:
-No to my się zbieramy. Nie chcemy więcej przeszkadzać, dzieci pewnie muszą już iść spać.- powiedział Antek, złapał mnie za rękę i pociągnął do drzwi. Dziwiłam się sobie samej, że nie puściłam tej ręki.
-Dziękujemy bardzo za odwiedziny i te wspaniałe upominki- powiedziała pani Konstantynopolska i odprowadziła nas do drzwi.
-Do widzenia
-Do zobaczenia dzieci.
***
-No to cześć Antek- powiedziałam i ruszyłam  w stronę domu.
-Poczekaj!- krzyknął za mną- odprowadzę Cię
-Dziękuje- powiedziałam szybko-A no właśnie. To powiedz mi czy ty byłeś naprawdę z Agnieszką?
-Ahh. Byłem, ale staram się tego nikomu nie mówić. Nieszczęśliwie się zakochałem. Zdradziła mnie z jakimś licealistą. Minęły już 3 miesiące, ale to nadal boli.
Zrobiło mi się go strasznie żal. Jak Aga mogła się tak podle zachować. To już szczyt wszystkiego. Ta dziewczyna chyba nie ma uczuć.
-Ty biedaku- powiedziałam i podeszłam do niego bliżej aby go pocieszyć- Nie przejmuj się. Aga nie jest warta twoich łez.
-Nie wiem jak ja to przeżyje. Za miesiąc są walentynki a ja sam samotny w domu będę- powiedział i szybko dodał- ale po co ja ci o tym mówię. Przepraszam. Nie chce ci zawracać głowy moimi problemami.
-Nic się nie stało- powiedziałam i zatrzymałam się koło domu- to tutaj. Jeżeli będziesz chciał możesz do mnie napisać lub zadzwonić jak będziesz potrzebował  z kimś pogadać i się wyżalić to jestem do twojej dyspozycji. 

2 komentarze: